Zawodowe skrzywienie: wchodzę na stronę firmy albo czyjś profil i zanim przeczytam, co robią, już wiem, skąd jest zdjęcie. Po ośmiu latach robienia portretów biznesowych w Poznaniu rozpoznaję je bezbłędnie, bo te same typy wracają jak bumerang. Oto krótki przegląd, z sympatią, bo sama też kiedyś miałam na profilu zdjęcie z wakacji.
Od razu zaznaczę: to nie jest tekst o tym, że ludzie źle wyglądają. Ludzie wyglądają dobrze. To zdjęcia im nie pomagają.
Ręka koleżanki z wesela
Klasyk nad klasykami. Zdjęcie jest ładne, bo na weselu wszyscy są uczesani i w dobrym świetle sali bankietowej. Problem w tym, że po prawej stronie kadru wisi czyjeś ramię w koronce, a za plecami widać stół z numerkiem siedem. Wycięte, przybliżone, rozpikselowane. Każdy, kto to widzi, wie dokładnie, co to jest, i każdy myśli to samo: nie chciało się.
Wariant pokrewny: zdjęcie z chrztu, komunii albo studniówki sprzed dekady. Garnitur się zgadza, tylko człowiek na zdjęciu ma dwadzieścia trzy lata, a na spotkanie przychodzi czterdziestolatek.
Selfie w aucie
Nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, że samochód to dobre studio, ale co dziesiąty profil na LinkedIn wygląda, jakby jego właściciel mieszkał w Passacie. Światło z szyberdachu robi cienie jak w horrorze, pas bezpieczeństwa przecina marynarkę, a w tle wisi zawieszka zapachowa. Jeśli już naprawdę musi być telefon, to przy oknie w domu, z dwóch metrów, zrobiony przez drugą osobę. Napisałam o tym całą instrukcję przy okazji tekstu o zdjęciu do CV.
Ścianka z konferencji
Zdjęcie zrobione na evencie, na tle ścianki z logotypami sponsorów. Niby profesjonalnie, bo garnitur i identyfikator, ale efekt jest taki, że na Twoim profilu reklamuje się osiem cudzych firm naraz. Bonus, jeśli ścianka jest pomarszczona, a flesz odbija się od folii. To zdjęcie mówi „byłem na konferencji”, a nie „to jestem ja”.
Portret z AI, czyli marynarka, której nie masz
Nowość ostatnich lat i rozpoznaję ją coraz szybciej: skóra bez jednego pora, ucho lekko z innej bajki, marynarka, której nie ma w żadnej szafie, i spojrzenie, które nie należy do nikogo. Generator zrobi Ci sto takich portretów w pięć minut i wszystkie będą wyglądać na wygenerowane. Największy koszt tego zdjęcia nie jest na profilu, tylko na pierwszej rozmowie wideo, kiedy po drugiej stronie pojawia się ktoś inny niż na awatarze. Zaufanie, które miało budować, właśnie wyparowało.
Zdjęcie sprzed trzech pracodawców
Technicznie bez zarzutu, zrobione u fotografa, dobre światło. Jedyny problem: powstało w 2017 roku. Od tego czasu zmieniła się fryzura, okulary i dwie firmy. Zdjęcie profilowe to nie portret pamiątkowy, ono ma pokazywać, jak wyglądasz, kiedy przychodzisz na spotkanie. Jeśli musisz się zastanowić, kiedy je zrobiono, to znaczy, że pora na nowe.
Zakładka „Zespół”, czyli wszystkie grzechy naraz
W firmach te typy występują stadnie: prezes ma portret ze studia, handlowiec ścinkę z wesela, księgowa selfie, a nowy pracownik szare kółko z inicjałami. Każde zdjęcie z innego świata, a razem mówią klientowi więcej o organizacji, niż zakładka „O nas” kiedykolwiek powie. Jak to ogarnąć jedną sesją w biurze, opisałam krok po kroku w tekście o organizacji sesji zdjęciowej pracowników.
Jak z tego wyjść
Dobra wiadomość: to jest najłatwiejszy do naprawienia element wizerunku, jaki istnieje. Pół godziny w studiu, jedno dobre zdjęcie i temat znika na kilka lat. Bez pozowania jak model, bez całodniowej produkcji, za 250 zł. Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie fotografia biznesowa w Poznaniu.
A jeśli po tym tekście sprawdzasz właśnie swój profil i coś Ci zgrzytnęło, to dobrze. Ręka z wesela też kiedyś była czyjąś decyzją „na razie zostawię”. Na razie trwa średnio cztery lata.