Któraś z moich ulubionych sesji rodzinnych zaczęła się tak: dwuletnia Hania wysiadła z auta na Sołaczu, spojrzała na mnie i uznała, że dziś nie rozmawiamy. Przez pierwszy kwadrans fotografowałam głównie jej plecy. Po dwudziestu minutach znalazła kasztana, po trzydziestu pokazywała mi go z dumą, a pod koniec sesji prowadziła mnie za rękę do najlepszej kałuży w parku. Zdjęcia z tej drugiej połowy wiszą dziś u rodziców w salonie.
Piszę o tym, bo „poczekamy, aż podrośnie” to zdanie, które słyszę od rodziców dwulatków najczęściej. Rozumiem obawę: dwulatek nie pozuje, nie słucha i ma własny plan. Tylko że właśnie dlatego zdjęcia z tego wieku są tak dobre. Ten tekst jest o tym, jak wygląda sesja z dwulatkiem naprawdę i co zrobić, żeby się udała.
Dlaczego dwa lata to najlepszy i najtrudniejszy wiek naraz
Dwulatek ma już wszystko, co robi zdjęcie: własne miny, charakter, sposób poruszania się, zachwyt nad mrówką i kasztanem. Jednocześnie nie ma jeszcze niczego, co zdjęcia psuje: wyuczonego uśmiechu do aparatu, wstydu, pytania „czy dobrze wyszłam”. Sześciolatek na komendę robi sztuczny uśmiech. Dwulatek nie zrobi nic na komendę i to jest fotograficznie jego największa zaleta.
Trudność jest jedna: nie da się nim sterować. I cała tajemnica udanej sesji polega na tym, że nikt nie próbuje.
Jak ja pracuję z dwulatkiem
Nie proszę o uśmiech, nie sadzam na kocyku, nie ustawiam w rządku. Na początku w ogóle nie robię zdjęć, tylko rozmawiam, pokazuję aparat, daję się obwąchać. Potem fotografuję to, co dziecko robi samo: bieganie, zbieranie patyków, chowanie się za mamą, przyglądanie się psu.
Rytm sesji dyktuje dziecko. Z dwulatkiem robimy przerwy mniej więcej co kwadrans, na przekąskę, wodę, chwilę na rękach. Godzina sesji to realnie trzydzieści, czterdzieści minut fotografowania i to w zupełności wystarcza. Rodziców proszę o jedno: zajmijcie się dzieckiem, nie aparatem. Najlepsze kadry wychodzą wtedy, kiedy podrzucacie, łaskoczecie i gonicie, a nie wtedy, kiedy wszyscy patrzą w obiektyw.
Co możecie zrobić przed sesją
Kilka rzeczy naprawdę robi różnicę. Termin dobierzcie do rytmu dziecka, nie do kalendarza: najlepsza jest pora zaraz po drzemce i po jedzeniu, nigdy tuż przed. Powiedzcie mi, o której Wasze dziecko funkcjonuje najlepiej, i pod to ustawimy godzinę, nawet jeśli światło byłoby ładniejsze kiedy indziej.
Weźcie przekąski, które nie brudzą twarzy: chrupki, biszkopty, wodę zamiast soku. Zapasowe ubranie, bo kałuża znajdzie się zawsze. Ulubioną maskotkę albo autko, które w razie kryzysu ratuje sytuację i często samo wchodzi w kadr jako pamiątka z tego wieku.
I jedna prośba: nie trenujcie z dzieckiem pozowania przed sesją. „Pokaż, jak się uśmiechniesz do pani” daje dokładnie ten sztuczny grymas, którego na sesji unikamy. Najlepiej w ogóle nie zapowiadać wielkiego wydarzenia, tylko powiedzieć, że idziemy na spacer z panią, która ma aparat.
Plener czy dom
Z dwulatkiem plener wygrywa najczęściej: przestrzeń do biegania rozładowuje energię, a park daje dziecku sto naturalnych zajęć, przy których pięknie wychodzi. Jesienią Sołacz czy Cytadela robią do tego scenografię z liści.
Dom ma sens, kiedy dziecko jest nieśmiałe i potrzebuje własnego terenu, albo kiedy pogoda czy pora roku nie sprzyjają. Na swoim dywanie, ze swoimi klockami, dwulatek oswaja się z aparatem szybciej. Studio zostawiłabym na klasyczny portret rodzinny, krótki i konkretny, najlepiej jako dodatek, nie całą sesję.
A jak będzie płakać?
To pytanie zadaje każdy rodzic i odpowiedź jest prosta: pewnie będzie, przynajmniej przez chwilę, i nic się nie dzieje. Robimy przerwę, dziecko dostaje coś do jedzenia, idzie do taty na ręce, zmieniamy miejsce. Kilka minut zwykle wystarcza.
A zdjęcie, na którym zapłakany dwulatek wtula się w ramię taty, bardzo często okazuje się tym, które rodzice wybierają do wydruku. Bo jest prawdziwe i bo dokładnie tak ten wiek wygląda. Gdyby dzień był naprawdę zły, po prostu przekładamy termin, wolę to niż zdjęcia, na których wszyscy są spięci.
Nie czekajcie, aż podrośnie
Dwulatek za pół roku będzie zupełnie innym dzieckiem. Te miny, ten sposób biegania, ta buzia z resztkami niemowlęcych policzków miną szybciej, niż się wydaje, i żadna sesja w wieku pięciu lat ich nie odtworzy. Jeśli chcecie zatrzymać ten etap, zapraszam: szczegóły, cennik i odpowiedzi na najczęstsze pytania znajdziecie na stronie sesje rodzinne w Poznaniu. Fotografuję w plenerze, u Was w domu i w studiu na Jeżycach, a z dwulatkami pracuję częściej, niż mogłoby się wydawać po tym tekście.