Zróbcie kiedyś prosty test. Otwórzcie folder ze zdjęciami z ostatniego roku i policzcie, na ilu z nich jest osoba, która zwykle trzyma telefon. W większości rodzin wynik jest podobny: setki zdjęć dzieci, sporo taty, dziadkowie od święta. A mama? Kawałek ręki na urodzinach i jedno zdjęcie z wakacji, zrobione niechętnie i od razu skomentowane słowami „usuń to”.
Fotografuję rodziny w Poznaniu od ponad 8 lat i widzę to na co drugiej sesji. Ktoś przez lata dokumentuje życie całej rodziny i właśnie przez to sam z niego znika. Najczęściej to mama, choć bywa i odwrotnie. Ten tekst jest o tym, dlaczego tak się dzieje i co można z tym zrobić, także bez fotografa.
Kronikarz rodziny nie występuje w kronice
Mechanizm jest prosty. Ktoś musi zrobić zdjęcie, więc robi je ta osoba, która o zdjęciach pamięta. Skoro pamięta, robi je zawsze. Skoro robi je zawsze, nigdy nie stoi po drugiej stronie. Po dziesięciu latach w archiwum rodzinnym jest wszystko: pierwsze kroki, przedszkole, wakacje, święta. Nie ma tylko jednej osoby, tej, dzięki której to archiwum istnieje.
Do tego dochodzi drugi mechanizm, cichszy. „Najpierw schudnę”. „Jestem niewyspana”. „Nie lubię się na zdjęciach”. Odkładamy siebie na później, na wersję, która będzie wypoczęta i uczesana. Tylko że dzieci nie rosną na później. Rosną teraz.
Dla kogo właściwie są te zdjęcia
Tu jest sedno, o którym mało kto myśli. Zdjęcia rodzinne robimy niby dla siebie, ale ich prawdziwym adresatem są dzieci, i to dorosłe. To one za dwadzieścia, trzydzieści lat będą przeglądać ten folder. I nie będą szukać na nim swojej idealnie wyglądającej mamy. Będą szukać mamy, którą pamiętają: w kuchni, w za dużym swetrze, ze zmęczonym uśmiechem, przytulającej.
Nikt nigdy nie ocenił zdjęcia własnej mamy tak, jak ona oceniała siebie. To, co Ty widzisz jako „źle wyszłam”, Twoje dziecko zobaczy kiedyś jako „taka byłaś”. I będzie tych zdjęć chciało więcej, nie mniej.
Jak wrócić na zdjęcia bez fotografa
Nie potrzebujecie od razu sesji. Kilka rzeczy działa od zaraz.
Oddawajcie telefon. Umówcie się, że na każdej wycieczce i uroczystości druga osoba robi choć kilkanaście kadrów tej, która zwykle fotografuje. Nie „ładnych zdjęć”. Jakichkolwiek.
Ustawcie samowyzwalacz albo statyw za 50 zł. Jedno wspólne zdjęcie przy niedzielnym obiedzie raz w miesiącu daje po roku dwanaście kadrów całej rodziny. To więcej, niż większość rodzin ma z dekady.
Poproście dzieci. Siedmiolatek z telefonem robi zdjęcia szczere aż do bólu i często zaskakująco dobre, bo fotografuje mamę taką, jaką widzi na co dzień.
I najważniejsze: nie kasujcie. Zdjęcie, które dziś wydaje się nieudane, za dziesięć lat będzie bezcenne. Podwójny podbródek nikogo nie będzie obchodził. Nieobecność tak.
A kiedy warto zrobić to porządnie
Sesja rodzinna ma jedną przewagę, której nie da się obejść domowymi sposobami: na niej wszyscy są w kadrze, bo nikt nie musi trzymać aparatu. Przez godzinę to ja pamiętam o zdjęciach, a Wy jesteście po prostu razem. Dla wielu mam, które fotografuję, to pierwsze porządne zdjęcia z dziećmi od lat.
Jeśli nie lubisz pozować, to dobra wiadomość: u mnie się nie pozuje. Spacer po Sołaczu, zabawa w domu na dywanie, chwila w studiu na Jeżycach. Prowadzę Was krok po kroku, a najlepsze kadry i tak wychodzą między ujęciami. Szczegóły i cennik znajdziecie na stronie sesje rodzinne w Poznaniu.
Sesja bywa też dobrym prezentem, właśnie dla osoby, której nigdy nie ma na zdjęciach. Voucher na Dzień Matki, urodziny albo bez okazji załatwia problem, którego sama sobie nigdy nie załatwi.
Zacznijcie od tego weekendu
Nie czekajcie na schudnięcie, lepszą fryzurę ani spokojniejszy tydzień. W ten weekend niech ktoś zrobi zdjęcie osobie, która zwykle fotografuje. Jedno. A jeśli chcecie mieć takie zdjęcia zrobione porządnie, raz w roku, całą rodziną, napiszcie do mnie. Wiem, jak fotografować ludzi, którzy twierdzą, że nie wychodzą na zdjęciach. Fotografuję ich codziennie.